Uncategorized

Zaczęło się.

Zaczęło się.

Odkurzanie parasoli deszczem,

Znajdowanie wczesną wiosną wciśniętych w kieszeń dziesięciozłotówek

(zazwyczaj idealnie w chwili, kiedy już bardzo ich brakuje),

I dosuszanie ubrań w temperaturze trzydzieści sześć i sześć,

Bo przy skórze przecież jest najcieplej.

Nagle herbata smakuje lepiej od wina.

Nie ma już biletów na kolejny lot

I nie trzeba się obawiać, że nie będzie jak zadzwonić,

Owijając słowa o tęsknocie w opowieści o dalekich krajach.

Jedyne, co trzeba to na nowo zamieszkać.

Zostawić ślad mokrych stóp na podłodze

Porozrzucać zdjęcia.

Odnaleźć kilka uczuć, które schowały się z obawy, że nie będzie powrotu.

(Para z czajnika miesza się z powietrzem

Złowieszczo sugerując, że to może być niełatwe. )

IMG_20170826_144811

Mimo lat, które wystarczyć by mogły dla dwójki całkiem dojrzałych istot

Wciąż nie przestaje się pisać historia o Domu,

Codzienności coraz bardziej własnej i naszej,

O Człowieku, którego z każdym dniem odważniej

Zaczynam nazywać Sobą.

(Myślę o tych obrazach, które kiedyś były dążeniem

O dzisiejszej świadomości powstrzymanych pragnień

I zgodzie na przyjęcie dobroci mimo braku czegokolwiek w zamian.)

Zaczęło się.

Dni zwykłe i proste

Moje Ja i Twoje Ja, wciąż odkrywane na nowo.

I uczenie się, że My, choć ma tylko dwie litery

Pomieścić może oboje.

IMG_20170824_183445

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy
Zwykły wpis
Uncategorized

Stanął przede mną.

IMG_20170718_172440

Dom

stanął przede mną ścianą swoją wielką

i swoimi ponad stu laty

i zamieszkał we mnie;

niespecjalnie pytając, czy aby na pewno

pasuje do marzeń.

Przestrzeń swą rozpostarł

i szum traw za stodołą i chłód wieczoru

idący od rzeki.

Stanął ten DOM

biorąc sobie za kompana drugiego człowieka.

Od samego początku nie do końca mój

by przypadkiem nie zapomnieć,

że dom jest od tego, aby się nim dzielić.

IMG_20170806_093157

 

IMG_20170811_150038

 

Nie czekał długo.

Rozkochał w sobie mineszkańców

Tych najmniej oczywistych,

dla których dach jest znaczącą odmianą.

S. oczyścił rury, woda płynie, wszystko gra.

B. jeszcze przed śniadaniem pozamiatał korytarze,

umył podłogi, bo nie lubi jak brudno.

Trzeci natargał wody, bo te pomidory tutaj

to trzeba podlać, cebula za płytko jest, no byłby szczypiorek

ale wypada, a tam jeszcze znalazłem pietruszka w chwastach

to powyrywałem.

Mamy dom

stodołę

i chlewnie.

IMG_20170806_112338

 

Stanął przede mną Dom

Bo znów chciał mieć Serce.

 

 

Zwykły wpis
Uncategorized

Już.

IMG_20170629_201628.jpg

Upłynnić słowa i myśli

Pootwierać skrzynie pełne pochowanych wzruszeń

Dać się zawładnąć gęstej zieleni

Soczystym liściom pożeranym przez tłuste gąsienice

Tłuste jak gęste jest pragnienie spełnienia.

Wpuścić światło w zakurzone kąty

Zakrzyknąć

Odetchnąć

Zapłakać

Ulecieć wolnością podniebnych stworzeń.

Kochać tak by czuć dotyk palców na otwartym sercu

Wołać

Słyszeć

Chłonąć.

Przekraczać granice wszystkiego co znane.

Bać się

Nie bać się

Bać. Nie.

Wiedzieć.

Nie czekać.

Już.

IMG_20170624_145128_1

 

 

Zwykły wpis
Uncategorized

Gapiłam się na morze. 

Z morzem i falami każdy jest jakoś po swojemu. Jeden będzie parł, przebijając pianę i pędzace wzniesienia. Inny będzie lekko w miejscu podskakiwal, gdy tylko woda podniesie się do jego piersi. Inny jeszcze stał będzie nieruchomo, próbując nie dać się poruszyć. Są i tacy, którzy na każdą fale szukać będą innego sposobu. Wobec jednej odwrócą się plecami, z następną spróbują wejść w krótkotrwały romans dając się unieść na jej grzbiecie, w kolejną wynikać będą głęboko, jakby chcieli poczuć siłę płynąca z jej wnętrza. Ostatni spoglądać będą z daleka, do swych stóp dopuszczą tylko mgliste, delikatnie toczące się wspomnienie jeszcze żywego przed chwilą,  dwumetrowego wodnego muru. 

Wszyscy oni stają wobec tej samej wzburzonej wody, niezależnej i silnej. A ona, jak najprzebieglejsza z kobiet,  o sercu, które za niegdysiejsze rany w dwójnasób odpłaca się obojętnością – wszystkich jednakowo wyrzuca na brzeg, ludzi i łodzie, muszle i piach. 

W nieustępliwości  swojej morze jest jak stara kobieta, najmądrzejsza z mądrych. Nie dając sobą zawładnąć, wciąż karmi łowiących, przenosi podróżujących i chroni przed suszą setki żyjących stworzeń. Ogromne jest jej niedostępne kamienne serce. 

Wobec morza i fal nie pozostaje nic innego, jak być z nimi po swojemu. Swoją znaleźć wobec siły drogę i swój z nią język,  w zgodzie na to, że może być 

ciszą. 

Zwykły wpis
Uncategorized

wczoraj i dziś i spokój.

Świętowane i pisane było i dziękowane i planowane po cichu.

A teraz pakowane są dni przeszłe.

Znów z miejsca, chwilowo w nie-miejsce na czas bycia w innym miejscu.

Przenoszenie znów tych samych zbiorników pamięci.

Im dalej w czasie, tym bardziej część wspomnień

nabiera charakteru przedmiotu.

Żwawo tętni w zamian to, co tu i teraz.

Ile centymetrów sześciennych ma „trochę tęsknię”.

I jak to zrobić, żeby Miłość,

która nie mieści się w głowie

zmieścić w plecaku, kieszeniach, w sobie….

Po 34 latach Dziadek pisał:

„Miłość nasza, stale, coraz żywiej wydaje się jaśniejąca…”

Darze miłości bądź najcierpliwszy.

Czasie bądź względny. Podróżo bądź wielka.

Nadziejo, wierności i siło. Wy po prostu bądźcie.

A w głowie niech trwa spokój popołudniowego oddechu.

2017-04-20 09.34.51 1.jpg

I radość. Kochania.

 

Zwykły wpis
Uncategorized

Ulecieć.

 

Móc poprosić o tę jedyną obecność.

U progu wiosny, będąc głodnym energii, spragnionym słońca.

W jednej chwili odwrócić kolejność.

Nie musieć. Móc.

Oddać zbroję i miecz do konserwacji.

(Jeszcze przyjdzie dla nich czas.)

Złożyć lęk w cudze ręce.

Pokochać.

Usłyszeć jak krew ciszej płynie.

Przez chwilę nie pragnąć zupełnie nic. Więcej.

Przygotować się do lotu.

Stanąć na krawędzi.

Przecież On jest.

Zatem.

Hop!

 

 

IMG_20170318_090835[1]

 

 

 

Zwykły wpis
Uncategorized

dwa.słowa.

Jedno z tych słonecznych popołudni, jeszcze chwilę, oni zaraz przyjadą, ale teraz jest czas na ławkę, spacer, spokojne przyglądanie się światu, który w tym złotym świetle jakby bardziej był i żył płynniej, lotniej, wolniej.

Przysiada się ona, malutka, wózek na kółkach i drobne dłonie wykrzywione przez starość. Uważnie podkłada płaszcz pod pośladki, bo przecież nie wszystkie choroby musi mieć, a tę od biegania co chwilę to już na pewno nie.

… ja tak dla zdrowia proszę pani, na to słońce na chwilę, dla kości, wie pani, tu chodzę rachunki płacić bo pisać nie muszę, ja umiem, ale tak już brzydko piszę, to tu mi ta kasjerka wypełni, przepisze, to jeszcze sobie tu zakupy zrobiłam… bo wie pani, ja już wszystko straciłam, wojna mi zabrała i siostrę, ona trzynaście lat miała….

I tak jakoś nieładnie te słowa w tym słońcu, jak to tak, tak o śmierci, kiedy ten świat miłośnie płynie. A jednak, ona słońcu i naszej nieznajomości na przekór. Dzwoni telefon, zadzwonię za chwilę, teraz nie mogę, to tak bardzo nie jest miejsce teraz, to jest ta chwila, kiedy rzecz się dzieje, by spijać słowa, także te o śmierci, bo być może dla niej wykuto w kamieniu tę ławkę.

…i męża mi zabrała ta wojna, nic już nie mam, sama jestem… tylko Boga proszę, bo wie pani ja wierząca jestem, nie katoliczka, o nie, co to to nie, z tą hołotą, to ja nie! ja nie od ludzi potrzebuję zbawienia, ja od ludzi już nic nie chcę! tylko od Boga może przyjść zbawienie i do Boga się modlę, czytam pismo codziennie, Jego proszę…

Urosła jakby troszeczkę, może to te oczy, których kącikiem popłynęły łzy. Ciszej się zrobiło, świat skurczył się nam do wymiarów nas dwóch i kawałka kamienia pod nami.

… nic, nic już proszę pani nie mam. jedyne co mi pozostało to

             …wolność….

                                                                …i spokój. 

 

Moja Droga malutka staruszko.

Dwa dni później, za sprawą Twoją, za siebie i o siebie prosząc, odnajdywałam na nowo wolność i spokój. I tę świadomość zatraconą gdzieś pomiędzy wzgórzami niepotrzebnych myśli, że człowiek wie, tylko musi uwierzyć słowom płynącym ze środka.

Dziękuję Ci Kobietko o krzywych dłoniach. Zbawiona bądź.

 

img_20170128_124115

 

Zwykły wpis