Uncategorized

Gapiłam się na morze. 

Z morzem i falami każdy jest jakoś po swojemu. Jeden będzie parł, przebijając pianę i pędzace wzniesienia. Inny będzie lekko w miejscu podskakiwal, gdy tylko woda podniesie się do jego piersi. Inny jeszcze stał będzie nieruchomo, próbując nie dać się poruszyć. Są i tacy, którzy na każdą fale szukać będą innego sposobu. Wobec jednej odwrócą się plecami, z następną spróbują wejść w krótkotrwały romans dając się unieść na jej grzbiecie, w kolejną wynikać będą głęboko, jakby chcieli poczuć siłę płynąca z jej wnętrza. Ostatni spoglądać będą z daleka, do swych stóp dopuszczą tylko mgliste, delikatnie toczące się wspomnienie jeszcze żywego przed chwilą,  dwumetrowego wodnego muru. 

Wszyscy oni stają wobec tej samej wzburzonej wody, niezależnej i silnej. A ona, jak najprzebieglejsza z kobiet,  o sercu, które za niegdysiejsze rany w dwójnasób odpłaca się obojętnością – wszystkich jednakowo wyrzuca na brzeg, ludzi i łodzie, muszle i piach. 

W nieustępliwości  swojej morze jest jak stara kobieta, najmądrzejsza z mądrych. Nie dając sobą zawładnąć, wciąż karmi łowiących, przenosi podróżujących i chroni przed suszą setki żyjących stworzeń. Ogromne jest jej niedostępne kamienne serce. 

Wobec morza i fal nie pozostaje nic innego, jak być z nimi po swojemu. Swoją znaleźć wobec siły drogę i swój z nią język,  w zgodzie na to, że może być 

ciszą. 

Reklamy
Zwykły wpis