Uncategorized

Jak Panią Instruktor rozjechała niewinna codzienność.

znowu się to stało. znowu mała chwila sprawiła, że ręce pokryła gęsia skórka.

Dziewczynka – wielkie oczy, które pochłaniają cały świat dookoła, istne szaleństwo, wszędzie jej pełno. Niewysoka. Odważna.

Chłopiec – klasowy dziwak nie bez przyczyny. Szukający akceptacji. Miota się. Odepchnięty.

Pani Instruktor, która idzie pod prąd. Ten typ tak ma.

W planie krótkie scenki – dwie postaci Van Gogh i ktoś. Tym razem ten ktoś, ma być osobą obcą, która chce wiedzieć, skąd u artysty smutek wielki. Oficjalnie widzą się po raz pierwszy.

Pierwsze kilka słów wymienili nieśmiało. Coś o smutku. Coś o niechcemisię. A dzieci dookoła zaczęły milknąć.

A ona: Ale dlaczego zwariowałeś?

A on: Ale o co ci chodzi?

Potem ona: No przecież widać, że jesteś psychicznie chory.

Potem on: Naprawdę to tak widać?

Na sali jest cicho jak nigdy. On pyta szczerze. Pyta oczami, zmarszczonym czołem, napiętym ciałem.

I znowu ona: No naprawdę, masz to na twarzy wymalowane.

I teraz on: Nie wiedziałem, że to jest takie oczywiste.

A ona, jak gdyby nigdy nic: Musisz coś z tym zrobić.

A on, najszczerzej: Tylko ja zupełnie nie wiem jak.

Pani instruktor czuje płynący przez jej plecy prąd. I że łza jej cieknie.  A potem brawa. I już nikt o nic nie pytał.

I znów ta świadomość, że nie ma lepszego miejsca i czasu. I nie ma w nim większego spełnienia.

_IGP8185

 

 

 

 

Zwykły wpis
Uncategorized

płynąć łodzią, lub choćby w niej siedzieć.

Przyjemność? Nie ma nic rozkoszniejszego – stwierdził uroczyście Szczur Wodny, pochylając się naprzód, aby nabrać rozmachu. – Wierz mi, młody przyjacielu, nie ma nic, naprawdę  nic, co dało by się porownać ze zwyczajną włóczęgą łodzią. Po prostu płynąć – ciągnął dalej rozmarzony – płynąć… łodzią… płynąć… 

(…)

– Płynąć łodzią,  lub choćby w niej siedzieć – ciągnał dalej spokojnie z miłym uśmiechem.  – Płynąć łodzią, albo obok niej, wszystko jedno. Doprawdy, nic nas wówczas nie obchodzi i to stanowi cały urok.  Czy wyruszysz w drogę, czy nie wyruszysz, czy dotrzesz do miejsca przeznaczenia, czy całkiem gdzie indziej, czy może nigdzie w ogóle nie dojedziesz, wciąż jesteś zajęty, chociaż nie robisz nic określonego. A kiedy skończysz swoją pracę znajdzie się inne zajęcie i możesz się do niego zabrać, jeśli chcesz, ale lepiej nic nie robić. Wiesz co? O ile naprawdę nie masz na dziś innego projektu, może byśmy popłynęli w dół Rzeki na cały długi dzień?

„O czym szumią wierzby”

Dobrze, dobrze bardzo było płynąć. I iść.

A teraz jesień się pcha. Lato jeszcze walczy trochę i teraz jest najlepiej.

Czuje się tę jesień. Że powieje deszczem.

Dobrze. Na razie słońce. Wciąż jeszcze.

Gotowy. Czeka człowiek.

Zwykły wpis