Uncategorized

DOM Drzwi Otwarte Mam

jak to dobrze

jak to najlepiej nawet

mieć kogo zaprosić w Dom!

mieć Dom

Gość w Dom Bóg w Dom

Gość w Dom i człowiek wie, że jest jakieś „u siebie”

a przecież to tylko kawałek zupy

cząstka krzesła

fragment podłogi

Dom

Reklamy
Zwykły wpis
Uncategorized

Jak Panią Instruktor rozjechała niewinna codzienność.

znowu się to stało. znowu mała chwila sprawiła, że ręce pokryła gęsia skórka.

Dziewczynka – wielkie oczy, które pochłaniają cały świat dookoła, istne szaleństwo, wszędzie jej pełno. Niewysoka. Odważna.

Chłopiec – klasowy dziwak nie bez przyczyny. Szukający akceptacji. Miota się. Odepchnięty.

Pani Instruktor, która idzie pod prąd. Ten typ tak ma.

W planie krótkie scenki – dwie postaci Van Gogh i ktoś. Tym razem ten ktoś, ma być osobą obcą, która chce wiedzieć, skąd u artysty smutek wielki. Oficjalnie widzą się po raz pierwszy.

Pierwsze kilka słów wymienili nieśmiało. Coś o smutku. Coś o niechcemisię. A dzieci dookoła zaczęły milknąć.

A ona: Ale dlaczego zwariowałeś?

A on: Ale o co ci chodzi?

Potem ona: No przecież widać, że jesteś psychicznie chory.

Potem on: Naprawdę to tak widać?

Na sali jest cicho jak nigdy. On pyta szczerze. Pyta oczami, zmarszczonym czołem, napiętym ciałem.

I znowu ona: No naprawdę, masz to na twarzy wymalowane.

I teraz on: Nie wiedziałem, że to jest takie oczywiste.

A ona, jak gdyby nigdy nic: Musisz coś z tym zrobić.

A on, najszczerzej: Tylko ja zupełnie nie wiem jak.

Pani instruktor czuje płynący przez jej plecy prąd. I że łza jej cieknie.  A potem brawa. I już nikt o nic nie pytał.

I znów ta świadomość, że nie ma lepszego miejsca i czasu. I nie ma w nim większego spełnienia.

_IGP8185

 

 

 

 

Zwykły wpis
Uncategorized

płynąć łodzią, lub choćby w niej siedzieć.

Przyjemność? Nie ma nic rozkoszniejszego – stwierdził uroczyście Szczur Wodny, pochylając się naprzód, aby nabrać rozmachu. – Wierz mi, młody przyjacielu, nie ma nic, naprawdę  nic, co dało by się porownać ze zwyczajną włóczęgą łodzią. Po prostu płynąć – ciągnął dalej rozmarzony – płynąć… łodzią… płynąć… 

(…)

– Płynąć łodzią,  lub choćby w niej siedzieć – ciągnał dalej spokojnie z miłym uśmiechem.  – Płynąć łodzią, albo obok niej, wszystko jedno. Doprawdy, nic nas wówczas nie obchodzi i to stanowi cały urok.  Czy wyruszysz w drogę, czy nie wyruszysz, czy dotrzesz do miejsca przeznaczenia, czy całkiem gdzie indziej, czy może nigdzie w ogóle nie dojedziesz, wciąż jesteś zajęty, chociaż nie robisz nic określonego. A kiedy skończysz swoją pracę znajdzie się inne zajęcie i możesz się do niego zabrać, jeśli chcesz, ale lepiej nic nie robić. Wiesz co? O ile naprawdę nie masz na dziś innego projektu, może byśmy popłynęli w dół Rzeki na cały długi dzień?

„O czym szumią wierzby”

Dobrze, dobrze bardzo było płynąć. I iść.

A teraz jesień się pcha. Lato jeszcze walczy trochę i teraz jest najlepiej.

Czuje się tę jesień. Że powieje deszczem.

Dobrze. Na razie słońce. Wciąż jeszcze.

Gotowy. Czeka człowiek.

Zwykły wpis